Komentarz do Joanna

7 komentarzy do: “Perfekcyjny taniec „Czarnego Łabędzia””

  1. Aly pisze:

    Film mną wstrząsnął. Nie, że popatrzyłam w laptopa parę minut. Jest ze mną tragicznie. Film wspaniały aż do bólu- w moim przypadku dosłownie.

  2. malby pisze:

    Ja co prawda nie ziewałam, ale wyszłam mocno rozczarowana. Po „Requiem dla snu”, który wstrząsnął mną do głębi, spodziewałam się równie emocjonujących przeżyć. „Łabędź” porusza wiele bardzo ważnych tematów – ciężką, pełną wyrzeczeń pracę tańczących w balecie, wpływ rozczarowanych życiem, toksycznych matek na psychikę młodych dziewczyn, czy wreszcie koszmar życia ze schizofrenią. Jednak mnogość tematów sprawia, że film rozpada się na kawałki, tak jak lustro w garderobie Natalie Portman. Jej zmagania z drugim „ja”, z własną seksualnością, z rywalką do głównej roli czy matką, która nie daje jej dorosnąć, wypadają mało przekonująco i nie pozwalają zorientować się do czego reżyser dąży i czego chce. Odniosłam wrażenie, że Aronofsky do końca nie był zdecydowany jaki film chce nakręcić – ani to thriller – napięcie nie rośnie do końca, ani horror – zdzieranie skóry z ciała, „gęsia” skórka, wyciąganie piór z barku czy inne symptomy przeobrażania w łabędzia nie wywołują strachu. Nie jest to również dramat, ani film psychologiczny. Powstał konglomerat pieprzu z dżemem, który, mimo ważności tematyki, nie daje do myślenia, nie zapada na długo w pamięć i nie otwiera oczu na rzeczywistość tak jak „Requiem dla snu”. I nawet genialna muzyka Czajkowskiego nie plasuje „Łabędzia” w szeregu filmów dobrych. Szkoda czasu.

  3. millotaurus pisze:

    Ha !
    Byłem, obejrzałem, troszkę poziewałem w trakcie, bo nie dało się w antrakcie (jako, że go nie było)…
    Przyjemnie się słucha linii melodycznej Łabędziego Jeziora…i co ponadto ?

    Jawna, gorzka i słuszna kpina z namolnego dążenia do perfekcji, oczywista konkluzja,że próba gwałtu na własnej osobowości skończyć się może nieestetycznie, bo dziurą w brzuchu…

    Hit czy kit ?

    Kit, na tle reszty wszelkich, a osobliwie amerykańskich produkcji filmowych robiący wrażenie hitu…

    Będą Oscary, dla Natalie Portman zapewne też, chociaż moim zdaniem nic nie przebije jej roli w Leonie Zawodowcu…

    Jeśli ktoś lubi balet, może powinien to obejrzeć, ale jeśli lubi naprawdę niechaj idzie na spektakl baletowy…

    • JBB pisze:

      Mnie muzyka nie powaliła, ale ja w tej materii mocna nie jestem. Natomiast zgadzam się, że baletu to tam na lekarstwo. Pamiętam film z 13-letnią Natalie. Sympatycznie pamiętam 😉

      Co do słusznej kpiny, to najlepiej podsumował te starania sam Cassel w wywiadzie TV. On chyba pierwszy raz wszedł w środowisko tancerzy, bo na wieść, że tańczą z miłości do tańca (podobno na lukratywne zyski w tym zawodzie trudno liczyć) popukał się w czoło.

  4. JBB pisze:

    Joanno, film trzyma w napięciu, żeby nie powiedzieć, że cały czas się bałam o los dziewczyny, której dramat wynikał ze zbyt wysoko postawionej poprzeczki.

  5. Joanna pisze:

    Po takiej wspaniałej recenzji nie pozostaje nic innego jak biec do kina!

Komentarz do Joanna