Zapraszamy do komentowania

4 komentarze do: “Spacery do przeszłości. Wieża Trynitarska w Lublinie”

  1. malby napisał(a):

    Ciekawa relacja okraszona znakomitymi zdjęciami, oglądam je z przyjemnością i przywołuję wspomnienia sprzed kilku dni kiedy mozolnie wchodziłam na Wieżę. Poszczególne poziomy pozwalały złapać oddech, a zaprezentowane ekspozycje umilały trud wchodzenia 🙂

    • Janina napisał(a):

      Dokładnie tak. Trochę mało światła na niektórych platformach, ale pomysł z mini-ekspozycjami uważam za fantastyczny.

  2. jokato napisał(a):

    Nigdy tam nie byłam, choć powinnam. Cała rodzina ze strony mamy pochodziła właśnie z Lublina, przyjechali z bratem moim do Wrocławia w 1945, ja, jako jedyna z rodziny, jestem wrocławianką. Lata planowałyśmy z mamą wyjazd w jej rodzinne strony, ale w tym zabieganym życiu stale coś było ważniejszego, mama jeździła tam na groby bliskich przed 1 listopada…do dziś mam w pamięci jej „wygody” w podróży.
    Teraz już wiem, że pojadę Twoimi Janeczko śladami…pozdrawiam!

    • JBB napisał(a):

      A to dopiero. Cieszę się, że na coś się relacja moja przydaje 😉 Dla mnie to było pierwsze spotkanie z miastem, które, nie ukrywam, pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie wiem skąd tkwiło we mnie przeświadczenie, że to miasto „prowincjonalne”. Oczekiwałam niskich kamieniczek, wąskich uliczek i kobiecinek w chustach na głowie. Zobaczyłam okazałe budowle jak na ul. Bajcsy Zsilinszky w Budapeszcie, czyściutkie autobusy i trolejbusy, atrakcyjnie odnowiony dworzec i niesamowite Stare Miasto tętniące życiem do późnych godzin. Określenie „prowincjonalne” pasuje może do okolic dworca PKS, okupowanych przez handlarzy-straganiarzy, miejscowych i przyjezdnych. Ale takie miejsca są chyba … w każdym większym polskim mieście.

Dopisz tutaj swoje refleksje: