Akcja filmu biegnie wraz z Markiem do pokoju w campusie, gdzie czeka nigdy nie wyłączany laptop. Kilku kolegów, lodówka pełna piwa, burza mózgów, algorytmy porównywania pisane na szybie, akcje „hakowania” facebooków 7. akademików, w poszukiwaniu zdjęć dziewczyn, do zasilenia bazy tworzonej strony Facemash – generują mieszane uczucia. Z jednej strony odczuwam lekki podziw dla sprawności intelektualnej i umiejętności programistycznych, z drugiej obrzydzenie, gdyż jestem świadkiem pospolitej kradzieży danych osobowych z serwerów w sieci.
Sam Mark, pozbawiony skrupułów moralnych w tej kwestii, przekonuje zebranych na późniejszej „rozprawie” , że raczej zasługuje na pochwałę, za wykrycie słabych punktów w sieci.
Scenki z życia studentów ekskluzywnej uczelni USA są interesującą stroną filmu. W starych murach Harvardu toczy się życie dalekie od grzecznego wizerunku z turystycznych folderów. Ten wizerunek próbują poniekąd ratować bracia bliźniacy, którzy pomimo tego, że uważają się za „wykiwanych” (Mark zwodzi ich mailami przez kilka tygodni, budując w tym czasie swoją aplikację), nie podejmują drastycznych kroków, gdyż „są dżentelmenami”.
Czy Mark faktycznie ukradł Winklevossom pomysł na portal, którego opracowanie zlecili mu bracia i w jakim stopniu nie wywiązał się z powierzonego zadania – film nie wyjaśnia. Poza krótką rozmową na temat idei strony, nie poznajemy szczegółów projektu bliźniaków (o ile taki był). Nie wiemy zatem, na ile się różni ich pomysł od zrealizowanego przez Marka „dla siebie”, pierwszego thefacebook.com.
Gdzieś po cichu i między wierszami słychać, że elitarny portal społecznościowy dla studentów Hardvardu też pojawił się w sieci, ale zabrakło informacji czy był także dziełem Marka (wykonanym w ramach zlecenia), czy już zupełnie innego programisty.
Nie dowiemy się też, co zadecydowało o popularności tylko jednej z tych aplikacji? Czy wyjście poza mury własnej uczelni? Czy aktywniejszy marketing?
Czy pretensje bliźniaków o kradzież pomysłu pojawiły się, kiedy portal zaczął przynosić zyski, czy już w fazie początkowej, kiedy trudno było, nawet autorom, przewidzieć, jaką popularność zdobędzie nowa strona internetowa?
Brak chronologii wydarzeń pozwala tylko na domysły.

Ha, ha, ha 😉 Aż tak negatywny wydźwięk moich refleksji? Scenariusz faktycznie spłycił wiele zagadnień, ale dzięki grze aktorów wytrwałam, bez specjalnego uszczerbku na samopoczuciu.
Dzięki za komentarze. Pozdrawiam, J.
Mnie też nie kręci cały ten Facebook ale jak Iza jestem tam dla znajomych:))Dziękuję za recenzję filmu i za poświęcenie się:)
To prawdziwa sztuka napisać ciekawie o nieciekawym filmie. Tak dużo dowiedziałam się, że nie muszę już filmu oglądać. To curiosum ten Facebook, prawdę mówiąc mnie nie „kręci” jestem tam bo są tam moi znajomi.