„To mózg zmienia mózg” – mówi do nas z ekranu profesor Richard Davidson z Uniwersytetu w Wisconsin. Wraz z towarzyszącą mu grupą naukowców wprowadza w życie próbę pozafarmakologicznej likwidacji niszczących psychikę człowieka skutków ubocznych traumatycznych przeżyć.
W duńskim filmie „Uwolnij umysł”, w reż. Phie Ambo, obserwujemy prowadzoną równolegle pracę terapeutów z grupą kilkuletnich dzieci – uwaga kamery skupia się na chłopcu, przerzucanym od urodzenia z jednego domu, do drugiego, z rozpoznanym zespołem ADHD – oraz na grupie byłych żołnierzy z frontu w Iraku i Afganistanie, u których rozpoznano zespół stresu pourazowego.
Chłopczyk ma problemy z opanowaniem autoagresji i panicznie boi się wejść do windy. Dorośli mężczyźni przyznają, że wojna zmieniła ich w zupełnie innych ludzi. Czy uda im się kiedykolwiek wrócić „do siebie”, do osobowości, jakie pamiętają ich znajomi i bliscy? Czy wróci uśmiech na twarze dużych i małych więźniów własnego umysłu?
„Kiedy rodzimy się – mówi asystentka profesora – pierwszą czynnością jest krzyk. Drugą – płacz. Kiedy umieramy – wydech (a płaczą inni – dodaje żartobliwie). Pomiędzy pierwszą a ostatnią czynnością żyjemy i … oddychamy.” To właśnie oddychanie stało się kluczem profesora Davidsona do psychiki i umysłu uczestników eksperymentu. Naukowiec postawił tezę, że sposób oddychania, naturalny dla każdego człowieka, odzwierciedla jego stany emocjonalne a zatem, odpowiednio wytrenowany, może na te stany także oddziaływać.
Reżyser umiejętnie wplata – pomiędzy sceny z grupowych zajęć terapeutycznych i zbliżenia kamery na indywidualne wypowiedzi bohaterów filmu – elementy popularnonaukowego wykładu o pracy mózgu, najbardziej skomplikowanego narządu w całym wszechświecie.
Dawno minęły czasy, kiedy film dokumentalny kojarzył się z niepotrzebnym wydłużaniem czasu przed projekcją filmu fabularnego lub był dostępny w programach telewizyjnych mocno po północy. Ranga filmowego dokumentu wzrosła niebywale a same filmy, z nowoczesnym językiem narracji, poetyką obrazu i ciekawym tematem przyciągają wielopokoleniową widownię.
Kolejna edycja Planete Plus DOC Film Festival w swoim programie oferuje 143 filmy z kraju i ze świata o bardzo zróżnicowanej tematyce. Od „pogoni za gigantycznymi falami na Oceanie Południowym” Rooss’a Clarke-Jones’a – australijskiej legendy surfingu – w filmie „Storm Surfers 3D” (reż. Justin McMillan, Christopher Nelius, Australia), po sfilmowany akt protestu młodych, rosyjskich kobiet, śpiewających w cerkwi Św. Ducha w Moskwie pieśń: Święta Matko, wygnaj Putina (Pussy Riot. Modlitwa punka, reż. Mike Lerner, Maxim Pozdorowkin). Od współczesnego obrazu Detroit wyludnionego po likwidacji przemysłu motoryzacyjnego, miasta, w którym straszą puste domy i ulice (Detropia, reż. Heidi Ewing, Rachel Grady), po futurystyczną wizję współczesnej metropolii, którą duński architekt Jan Gehl chce „oczyścić” z wszechobecnych pojazdów i przywrócić mieszkańcom. (Ludzki wymiar, reż. Andreas M. Dalsgaard, Dania).
Nie wszystkie filmy zobaczą wrocławianie, ale i tak jest w czym wybierać. Już samo czytanie filmowych zapowiedzi może wywołać zawrót głowy i zwiększony apetyt na następne dokumentalne – filmowe wydarzenie.
Szczegóły na oficjalnej stronie festiwalu: planetedocff.pl
Filmy festiwalowe prezentowane są w nowoczesnej siedzibie Dolnośląskiego Centrum Filmowego (ul. Piłsudskiego 64a, Wrocław). W tym samym miejscu, przed laty, funkcjonowało kino Warszawa. Warto zajrzeć do nowego obiektu i poczuć się jak w… Europie.





